Wybierz region

Wybierz region

Επιλέξτε μια περιοχή

Trzęsienia ziemi w Grecji – Twoje kompendium wiedzy

Co kilka/kilkanaście miesięcy w mediach pojawia się informacja o trzęsieniu ziemi w Grecji oraz o jego następstwach. Wywołuje to wówczas wiele emocji i komentarzy. Wydało mi się, że ten złożony temat wymaga uporządkowania. Czy rzeczywiście Grecja jest krajem tak bardzo sejsmicznym? Jak dochodzi do trzęsień? O czym mówi skala Richtera? Czy są w Helladzie miejsca „wolne” od wstrząsów? Czy podmorski wulkan Kolumbo w pobliżu Santorini stanowi zagrożenie sejsmiczne? Czy Ateny czeka silne trzęsienie ziemi? Jak buduje się, aby zapobiec skutkom trzęsień? Czy Grecy potrafią przewidywać wstrząsy? Co zrobić, gdy poczujemy trzęsienie ziemi ? Czym jest Rów Ptolemeusza u wybrzeży Krety?

Odpowiedź na te i na wiele innych pytań znajdziecie w poniższym wywiadzie-rzece. Do rozmowy zaprosiłem eksperta, dr hab. Irenę Argiro Tsermegas z Zakładu Geomorfologii Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, która także z racji greckich korzeni, dogłębnie interesuje się tematyką sejsmologii Grecji.

To długa i bardzo ciekawa rozmowa. Jestem przekonany, że nikt inny w Polsce nie opowie nam lepiej o trzęsieniach ziemi w Grecji, i że powstało tu podręczne kompendium wiedzy o trzęsieniach, którą warto przyswoić, aby lepiej je rozumieć i aby… mniej się bać. Przygotujcie Waszą ulubioną kawę lub herbatę,… i zaczynamy!

TOMASZ KOZŁOWSKI (T.K.): GRECJA MA OPINIĘ JEDNEGO Z NAJBARDZIEJ SEJSMICZNYCH KRAJÓW  ŚWIATA – CZY TAK JEST ISTOTNIE? JAK CZĘSTO „TRZĘSIE SIĘ” W HELLADZIE?

IRENA ARGIRO TSERMEGAS (I.A.T.):  Bez wątpienia Grecja jest obszarem, na którym trzęsienia ziemi występują często. Kraj ten leży w jednej z głównych aktywnych tektonicznie stref świata, a w skali Europy jest z pewnością najbardziej sejsmiczny. Źródła podają, że wyzwalane jest tam około połowy energii wszystkich trzęsień ziemi występujących na naszym kontynencie. Dobrze ilustrują to mapy publikowane m.in. na stronach Globalnego Programu Oceny Zagrożeń Sejsmicznych (The Global Seismic Hazard Assessment Program), np. taka, która przedstawia maksymalne poziome przyspieszenie gruntu w czasie wstrząsów (czyli to, co jest najbardziej niebezpieczne dla infrastruktury) w okresie najbliższych 50 lat (z pewnym prawdopodobieństwem, w tym przypadku wynosi ono 10% – w odniesieniu do tego typu prognoz 10% to wcale nie mało!). Jak widać, wartości przewidywane dla Azji Mniejszej są generalnie większe, przy czym pamiętać należy, że to niszczycielskie przyspieszenie zależy nie tylko od siły wstrząsu, ale w dużej mierze również od tego, z jakim rodzajem gruntu mamy do czynienia. W zasadzie zawsze bezpieczniej jest, jeśli budynek posadowiony został na litej skale, a nie na osadach luźnych, np. na piasku czy gruncie tworzącym jakiś sztuczny nasyp.

Opracowywane są także bardziej użytkowe mapy zagrożenia sejsmicznego. Poniżej zamieszczam jedną z nich, ponieważ dobrze pokazuje to, że trzęsienia ziemi są w Grecji groźne, choć jak widzimy, nie najgroźniejsze.

T.K.: ZACZNIJMY OD POCZĄTKU: JAK POWSTAJE TRZĘSIENIE ZIEMI? CZYM SĄ TE OSŁAWIONE USKOKI? CZY MOŻNA JE GDZIEŚ ZOBACZYĆ?

I.A.T.: Trzęsienia ziemi to oczywiście zjawiska złożone i mogą mieć różne przyczyny, ale jeśli mowa o trzęsieniach typowo tektonicznych, to ich występowanie ma ścisły związek z dynamiką skorupy ziemskiej (z języka greckiego nazywanej litosferą), a więc i z globalną tektoniką płyt. W obiegu potocznym na temat tych procesów pokutuje wiele mitów i uproszczeń, wynikających chyba głównie z niedoskonałości programów szkolnych, ale też z faktu, że dla przeciętnego Polaka nawet pojęcie uskoku jest czymś bardzo egzotycznym (choć uskoki w Polsce też występują, tylko ich aktywność jest inna niż w Grecji). W największym skrócie, trzęsienie ziemi jest jednym z przejawów wzajemnego ruchu płyt, przy czym pamiętać musimy, że ruch ten nie odbywa się „bez przeszkód”. W jego wyniku w obrębie poruszającej się płyty gromadzą się naprężenia i gdy przekroczą pewną wartość krytyczną, następuje pęknięcie skał. Ten „najsłabszy punkt”, w którym nastąpiło pęknięcie, to tzw. ognisko albo hipocentrum wstrząsu, zaś epicentrum to punkt na powierzchni bezpośrednio nad ogniskiem. Ale oczywiście tak potężne naprężenia nie mogą rozładować się w jednym punkcie. Dlatego na pęknięciu początkowym się nie kończy – w zależności od kierunku i wielkości zgromadzonych naprężeń odcinek, na którym skały pękają, powiększa się i może osiągnąć nawet kilkadziesiąt kilometrów. Pamiętajmy, że dzieje się to nie na powierzchni, a na znacznych nieraz głębokościach, więc takie pęknięcie (czyli uskok) wcale nie musi być widoczne na powierzchni. Nie musi, ale zdarza się, że uskok pojawia się także na powierzchni terenu. Najczęściej trzęsienia ziemi wiążą się z uaktywnianiem już istniejących, starszych uskoków, ale mogą również powstawać pęknięcia zupełnie nowe.

Trzęsienia ziemi występują przede wszystkim w rejonie tzw. aktywnych granic płyt. Aktywnych, czyli takich, wzdłuż których następuje ruch, choć znane są też przypadki granic aktywnych, na których występują jedynie słabe wstrząsy. Ale granice płyt przebiegające w obrębie i w otoczeniu obszaru Grecji należą do tych wyraźnie sejsmicznych. O jakich granicach mowa i gdzie one przebiegają? Najłatwiej chyba zrozumieć to patrząc na poniższą mapę, sporządzoną w 1998 r. przez znanego geofizyka, profesora Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach Vassilisa Papazachosa i jego współpracowników.

Mapa ta pokazuje, że ruch płyty, która jest najważniejsza z punktu widzenia sejsmiczności Grecji, nazywanej płytą egejską, obejmującej mniej więcej całą południową połowę kraju, wynika z wzajemnej konfiguracji płyt: eurazjatyckiej, afrykańskiej, anatolijskiej i adriatyckiej. Generalizując, płyta anatolijska (dzięki „popychaniu” jej przez płytę arabską) porusza się na zachód względem płyty eurazjatyckiej ze średnią prędkością 25 mm/rok, „zmuszając” płytę egejską do przemieszczania się na południowy zachód, z prędkością nawet 45 mm rocznie. Od południa płytę egejską ogranicza strefa subdukcji – czyli granica, wzdłuż której jedna ze zderzających się płyt „chowa się” pod drugą (przebiegająca łukiem od rejonu Kefalonii po okolice tureckiego miasta Fethiye). W tym przypadku to oceaniczne (a więc cieńsze) czoło płyty afrykańskiej „chowa się” pod grubszą, kontynentalną (mimo że w znacznej części zalaną przez całkiem głębokie morze) płytę egejską.

Dokładniejszy przebieg wspomnianych granic możemy prześledzić na mapie zamieszczonej w pracy I. Kassarasa i V. Kapetanidisa dostępnej pod linkiem. Na mapie tej widać także szereg innych linii uskokowych (czarne i niebieskie kreski). Strzałki pokazują kierunki naprężeń w litosferze (niebieskie wskazują na „ściskanie”, a czerwone na „rozciąganie”).

Południowe obrzeżenie płyty egejskiej jest czytelne także w rzeźbie dna morskiego – wyznacza je szereg rowów podobnych do tych, jakie występują na Pacyfiku, choć oczywiście odpowiednio mniejszych. A jakie mają piękne nazwy! Formy te dobrze widać także na obrazach programu Google Earth.

Od północy płytę egejską ogranicza przedłużenie uskoku północnoanatolijskiego, które jest jednak mniej aktywne niż główna strefa uskokowa na terenie Turcji. Struktura ta jest także czytelna w rzeźbie jako tzw. Zapadlisko Północnoegejskie.

Jakby tego było mało, wzdłuż wybrzeży Epiru stykają się kolejne dwie płyty – eurazjatycka i adriatycka, natomiast ich granicę ze wspomnianą wcześniej strefą subdukcji łączy tzw. uskok transformujący Kefalonii (na mapie powyżej oznaczony jako CTFZ – Cephalonia Transform Fault Zone).

Oczywiście oprócz głównych linii uskokowych występuje w Grecji szereg mniejszych aktywnych uskoków. Wiele z nich jest stale monitorowanych, ale monitoring wszystkich, rzecz jasna, nie jest możliwy, bo liczba tych uskoków idzie w tysiące. Niektóre z nich (te główne) można zobaczyć na poniższej mapie, zaczerpniętej ze strony.

Skoro uskoków jest aż tyle, to oczywiście można je też zobaczyć. Tylko w XX w. co najmniej dziewięciokrotnie zaobserwowano powstanie takich dużych pęknięć towarzyszących wstrząsom. Najbardziej znanym, bo najdłuższym, greckim uskokiem uaktywnionym podczas trzęsienia ziemi jest tzw. uskok Atalanti (nazwa pochodzi od miejscowości w Grecji Środkowej, we Ftiotydzie, zlokalizowanej w rejonie centralnej części tego uskoku), który powstał podczas dwóch silnych wstrząsów, jakie wystąpiły tam w kwietniu 1894 r. Uskok ten osiągnął długość 55 km, a przemieszczenie pionowe jego skrzydeł dochodziło miejscami do ponad 1 metra. Na wielu odcinkach forma ta jest czytelna do dziś. Podobne, choć krótsze uskoki można zobaczyć np. w rejonie Diakopto na północy Peloponezu, koło Stratoni na Półwyspie Chalcydyckim i na północnym skraju tego półwyspu, na wschód od jeziora Koronia. Szczególnie dużo pęknięć towarzyszyło trzęsieniu ziemi, jakie wystąpiło w 1981 r. w rejonie Alkionides, na wschodnim krańcu Zatoki Korynckiej. Fragment jednego z tych uskoków można zobaczyć w rejonie miejscowości Pisia na północ od Loutraki – tam też zostało zrobione poniższe zdjęcie. Oczywiście ten uskok nie powstał w 1981 r., istniał wcześniej, ale wtedy został uaktywniony i widoczna tu ściana (skarpa uskokowa, jak widać gładka, z zadziorami, a taką powierzchnię określa się jako lustro tektoniczne) stała się wyższa o około półtora metra (to ta bardziej szara, niezwietrzała część skarpy widoczna na zdjęciu). Cały uaktywniony odcinek uskoku osiągnął długość około 15 km.

Foto: Przy uskoku w okolicy miejscowości Pisia – fot. Maciej Dłużewski

T.K.: BARDZO TO WSZYSTKO CIEKAWE. A CZY TO PRAWDA, ŻE DZISIEJSZY WYGLĄD GRECJI ZOSTAŁ UKSZTAŁTOWANY RÓWNIEŻ PRZEZ TRZĘSIENIA?

I.A.T.: Raczej ujęłabym to nieco inaczej, mówiąc, że trzęsienia ziemi są efektem tych samych procesów tektonicznych, które ukształtowały jej krajobraz, a zatem, nie tyle są czy były przyczyną zmian, co jednym z przejawów tych zmian. One po prostu tym zmianom towarzyszyły. Chyba najlepszym przykładem tego towarzyszenia jest przypadek południowo-zachodniego wybrzeża Krety. A działo się to dawno, choć w kategoriach geologicznych całkiem niedawno, bo w 365 roku. Wystąpiło wówczas prawdopodobnie najsilniejsze spośród wszystkich kiedykolwiek odczutych przez Greków trzęsień ziemi. Jego siłę szacuje się obecnie na ponad 8 stopni w skali Richtera (niektóre źródła podają nawet wartość 8,5) . Było to najważniejsze wydarzenie związane z tzw. „wczesnobizantyjskim paroksyzmem tektonicznym” – zapoczątkowało całą serię silnych trzęsień ziemi, które dotknęły wtedy nie tylko Kretę, ale także inne obszary w otoczeniu płyty egejskiej. Prawdopodobnie to wtedy zniszczeniu uległa świątynia Zeusa w Olimpii. Dla zachodniej Krety był to prawdziwy kataklizm. Cały jej zachodni fragment (na zachód od Rethimno) uległ wychyleniu – jego wschodnia część podniosła się „zaledwie” o 1 m, ale już zachodnie wybrzeże o nawet 8-9 m. Ślady tego podniesienia są widoczne do dziś. Miasta legły w gruzach. Wystąpiło tsunami, które dotarło do wybrzeży Egiptu i Libii, zabijając między innymi kilka tysięcy mieszkańców Aleksandrii. Skutki podniesienia lądu możemy obserwować między innymi na przykładzie starożytnego portu w Falasarnie, którego instalacje po wspomnianym trzęsieniu ziemi znalazły się na lądzie i nie mogły już pełnić dotychczasowych funkcji.

Jak już wspomniałam, i krajobraz Grecji, i występujące tam trzęsienia ziemi mają wspólne źródło – są skutkiem tektoniki tego obszaru. Bez wątpienia komponentem krajobrazu, który miał i nadal ma ogromny, jeżeli nie największy, wpływ na to, jak postrzegamy ten obszar (czyli na jego wygląd), jest rzeźba terenu. Grecja to przecież góry, niektóre całkiem wysokie, rozcięte głębokimi dolinami, sąsiadujące albo bezpośrednio z morzem, albo z zadziwiająco płaskimi kotlinami, fragmentami równin wewnętrznych lub przybrzeżnych. Grecja to też głęboko wcinające się w ląd zatoki i, rzecz jasna, różnej wielkości wyspy.

Procesom górotwórczym zawdzięczamy dzisiejsze kierunki przebiegu wielu pasm górskich i całego łańcucha Gór Greckich (Hellenidów), ale też to, że niemal na każdym kroku podziwiać możemy pięknie wykształcone fałdy – np. w miejscu znanym jako Apoplistra na południowym wybrzeżu Krety (widoczne na zdjęciu zaczerpniętym ze strony).

Większość z nich zawdzięczamy najmłodszym ruchom górotwórczym (określanym jako orogeneza alpejska), ale zachowały się w Grecji również fragmenty masywów starszych – np. masyw Rodopów. W ostatnich latach pojawiły się doniesienia o tym, że najstarsze skały w Grecji odkryto jednak gdzie indziej – w rejonie miasta Florina, a ich wiek oszacowano na około 700 mln lat, są więc z całą pewnością prekambryjskie.

Nieprawdziwe byłoby jednak stwierdzenie, że to starsze lub młodsze fałdowania zadecydowały o dzisiejszym ukształtowaniu powierzchni Grecji. Uformowany przez nie obraz rzeźby znacząco zmieniła bowiem późniejsza tektonika (już nie fałdowa), ta sama, której przejawem są właśnie m.in. trzęsienia ziemi. Doprowadziła ona do pocięcia alpejskich pasm i zapadlisk uskokami i powstania szeregu nowych zapadlisk, a także wysoko podniesionych masywów. Ocenia się, że sumaryczna amplituda ruchów pionowych, jakie miały miejsce już po orogenezie alpejskiej, wynosi na obszarze Grecji około 8000 m. Wobec tej wartości wczesnobizantyjskie podniesienie bloku zachodniej Krety to tylko przysłowiowa kropla w morzu.

Bezpośrednio po ostatnim etapie fałdowań, które w Grecji zakończyły się mniej więcej 23 miliony lat temu, niemal cały ten obszar (wraz z Morzem Egejskim) był lądem. Dziś jest on określany jako Egejda (Αιγηίδα). Na poniższej mapie widzimy, jak przedstawiają to greckie podręczniki szkolne (lądem było to, co zaznaczono na żółto).

Późniejszy rozwój tego obszaru (stan kolejno sprzed 17, 12, 8, 6,5 i 3,5 milionów lat oraz w czasie zlodowaceń plejstoceńskich, gdy poziom morza obniżył się o ponad 100 m, w związku z uwięzieniem wody w lodowcach) pokazują kolejne mapy .

Ten rozpad Egejdy spowodowały te same naprężenia (choć nieco zmieniały się ich kierunki), które do dziś decydują o aktywności tektonicznej, a więc i sejsmicznej, tego obszaru. Najprostszy model tych procesów przedstawili w 1978 r. Papazachos i Comninakis.

Wynika z niego, że siłą napędzającą wspomniane procesy jest konwekcja w górnym płaszczu Ziemi, czyli w astenosferze, pod kontynentalną płytą egejską. Spowodowała ona rozciągnięcie i spękanie tej płyty. Do modelu tego w nieco innej wersji jeszcze wrócimy, ponieważ doskonale tłumaczy on także mechanizm trzęsień ziemi i przyczyny aktywności wulkanicznej w regionie egejskim.

Temu rozciąganiu zawdzięcza Grecja obecność wspomnianych masywów górskich i zapadlisk. Obniżane bloki zostały albo zalane przez morza, albo wypełnione osadami lądowymi i dziś tworzą równiny. Bloki podnoszone były za to rozcinane dzięki erozji, co przyczyniło się do powstania np. głębokich wąwozów, takich jak Samaria Krecie (fot.) czy Wuraikos (Vouraikos) na północy Peloponezu. Efektem takiego rozcięcia są też słynne ostańce w Meteorach (fot.), które wcześniej stanowiły jeden zwarty masyw.

Foto: Wąwóz Samaria – fot. Irena Argiro Tsermegas
Foto: Ostańce w Meteorach – fot. Irena Argiro Tsermegas

T.K.: CO TO JEST SKALA RICHTERA, O KTÓREJ ZAWSZE SŁYSZYMY, I CO TAK NAPRAWDĘ ONA OKREŚLA?

I.A.T.: Skala Richtera w sposób obiektywny informuje nas o fizycznej wielkości wstrząsu, o energii, jaką wyzwolił, jest jedną ze skal skonstruowanych w oparciu o tzw. magnitudę trzęsienia ziemi, czyli, w największym skrócie, o logarytm dziesiętny z maksymalnej amplitudy drgań gruntu odczytanej z zapisu standardowego sejsmografu w odległości 100 km od epicentrum. Jest to teoretycznie skala otwarta, ale w praktyce trzęsienia ziemi o magnitudzie większej niż 9 zdarzają się sporadycznie – w skali świata średnio raz na około 20 lat.

Przydatność skali Richtera wynika głównie z faktu, że pozwala ona na obiektywne porównywanie siły wstrząsów. Dzisiaj używane skale są już pewnymi jej modyfikacjami (bo zmieniły się przecież techniczne możliwości pomiarów), dostosowanymi do warunków lokalnych. Dlatego, jeśli słyszymy, że różne stacje sejsmologiczne podają różną siłę w odniesieniu do tego samego wstrząsu (np. 6,1 i 6,2), nie powinniśmy się dziwić ani tym bardzie snuć teorii spiskowych, a raczej zapytać, jaką tak naprawdę wielkość fizyczną dana stacja podaje. Te wielkości, choć wszystkie są magnitudami, nie są tożsame i mają prawo się nieco różnić.

Zupełnie czym innym są natomiast wartości podawane w 12-stopniowej tzw. skali Mercalliego (albo Mergalliego-Cananiego-Sieberga, albo jej modyfikacje znane jako MSK-64 czy obecnie stosowana m.in. w Polsce EMS-98 – Europejska Skala Makrosejsmiczna). Słowem kluczem jest w tym przypadku to określenie „makrosejsmiczna”, które oznacza, że odwołujemy się do skutków, jakie dany wstrząs wywołał na powierzchni. Wartości tej skali oznaczamy cyframi rzymskimi (dla odróżnienia od magnitud) i oznaczają one nie wielkość, energię czy siłę w znaczeniu fizycznym, lecz tzw. intensywność trzęsienia ziemi. Im wyższy stopień skali, tym większe zniszczenia. Powszechnie odczuwalne są już trzęsienia o intensywności VI, a intensywność XII odnosi się do wstrząsów niosących całkowite spustoszenie.

T.K.: JAK SILNE TRZĘSIENIE ODCZUWA CZŁOWIEK? JAK SILNE TRZĘSIENIE MOŻE WYWOŁAĆ STRATY MATERIALNE CZY WRĘCZ ZNISZCZENIA BUDYNKÓW?

I.A.T.: Wstrząsy o magnitudzie poniżej 3,5 praktycznie nie są odczuwane przez człowieka. Niewielkie zniszczenia powodują trzęsienia od wielkości około 5 w skali Richtera, znaczne zniszczenia pojawiają się, gdy magnituda zbliża się do wartości 6, a gdy osiąga 7,5 zniszczenia są już ogromne. Pamiętajmy jednak, że istotną rolę odgrywa także głębokość ogniska – do tego zagadnienia w odniesieniu do Grecji jeszcze wrócimy.

T.K.: MOI ZNAJOMI PRZEŻYLI KIEDYŚ NA RODOS SILNY WSTRZĄS, KTÓRY WYWOŁAŁ W NICH SZOK. NIE WIEDZIELI, JAK SIĘ ZACHOWAĆ. CO ZATEM NALEŻY ZROBIĆ, GDY POCZUJEMY TRZĘSIENIE PODCZAS WAKACJI?

I.A.T.: Oczywiście łatwo udziela się rad siedząc wygodnie w fotelu, ale, gdy sami znajdziemy się w zasięgu trzęsienia ziemi, najczęściej najtrudniejszym zadaniem jest zachowanie zimnej krwi. Dlatego nie chciałabym mówić po prostu „nie panikować”, bo panika jest często w takiej sytuacji czymś zupełnie naturalnym. Natomiast rzeczywiście, im więcej wiemy, tym rozsądniej reagujemy na to, co się wokół nas dzieje. A co warto wiedzieć i jak się zachowywać w sytuacji zagrożenia? Ogólne zasady są dość proste, np., skoro już znajdziemy się na terenie, gdzie mogą wystąpić wstrząsy, to należy unikać stawiania ciężkich przedmiotów w miejscach, z których mogłyby spaść i starać się w razie czego mieć pod ręką telefon komórkowy. W momencie, gdy już wstrząs wystąpi, a znajdujemy się w pomieszczeniu, nie należy w panice biec do drzwi, warto natomiast oddalić się od okien i sprzętów, które mogą się przewrócić, a jeśli to możliwe, schować się pod jakiś masywny mebel, np. stół. Wychodzenie na balkon jest zdecydowanie złym pomysłem. Gdy już wstrząsy ustaną, należy odciąć dopływ prądu, wody, gazu, zabrać tylko najpotrzebniejsze przedmioty, wyjść z domu nie używając windy i udać się na otwartą przestrzeń, raczej nie w rejon wybrzeża, gdzie może wystąpić tsunami.

Jeżeli trzęsienie ziemi zastanie nas poza budynkiem, zalecane jest oddalenie się od wszystkiego, co może spaść nam na głowę (murów, przewodów elektrycznych itp.) i udanie się na otwartą przestrzeń, np. na plac lub do parku. Jeśli w trakcie trzęsienia ziemi prowadzimy samochód, powinniśmy zaparkować w bezpiecznym miejscu (z dala od budynków, sygnalizacji świetlnej, wiaduktów, mostów) i poczekać na dalszy rozwój wypadków.

Warto też pamiętać o możliwości wystąpienia wstrząsów wtórnych, a więc nie spieszyć się z powrotem do domu, ale słuchać tylko informacji oficjalnych, sprawdzonych i nie wierzyć plotkom, bo ci, którzy je rozpowszechniają, są jeszcze bardziej spanikowani od nas.

T.K.: PO SILNYCH WSTRZĄSACH LUDNOŚĆ GRECKICH MIAST „KOCZUJE” NA ULICACH (TAKŻE NOCĄ), OBAWIAJĄC SIĘ RÓWNIE SILNYCH WSTRZĄSÓW WTÓRNYCH LUB, ŻE ODCZUTE TRZĘSIENIE NIE BYŁO „TRZĘSIENIEM GŁÓWNYM”. JAK SEJSMOLODZY OKREŚLAJĄ CZY NAJWIĘKSZE ZAGROŻENIE JUŻ MINĘŁO? CZY ZDARZAŁY SIĘ POMYŁKI?

I.A.T.: Większość wstrząsów występujących w Grecji zaliczana jest do kategorii płytkich, a one prawie zawsze generują także wstrząsy wtórne. A zatem, to koczowanie na ulicach jest w dużej mierze uzasadnione. W krótkim czasie po wstrząsie głównym żaden rozsądny sejsmolog nie odważy się jednoznacznie oznajmić, że zagrożenie minęło, ale są metody pozwalające określić, w jakim przedziale czasu należy spodziewać się wstrząsów wtórnych, chociaż prognozy takie tworzy się w oparciu o dane statystyczne, więc sprawdzają się tylko z pewnym prawdopodobieństwem. Dlatego trudno mówić o pomyłkach, bo prawdopodobieństwo to jednak zawsze tylko prawdopodobieństwo.

T.K.: CZY WŚRÓD LUDNOŚCI GRECJI WYSTĘPUJE SEJSMOFOBIA, LĘK PRZED TRZĘSIENIAMI? JAK SILNIE JEST ZAKORZENIONY? JAK MIESZKAŃCY GRECJI RADZĄ SOBIE Z TYM POTENCJALNIE CODZIENNYM LĘKIEM? CZY MOGĄ LICZYĆ NA JAKĄŚ POMOC?

I.A.T.: Nie nazwałabym tego fobią, a raczej świadomością zagrożenia. Konstrukcja psychiczna człowieka pozwala na radzenie sobie z takimi sytuacjami. Nie jestem specjalistką od mechanizmów rządzących naturą ludzką, ale gdyby ludzie rzeczywiście aż tak bali się trzęsień ziemi, nie mieszkaliby na obszarach sejsmicznych. Przez kilka miesięcy po silnym trzęsieniu może nawet byliby skłonni wyprowadzić się z terenu zagrożonego, ale jednak tego nie robią. Po trzęsieniu ziemi, jakie w 1995 r. nawiedziło rejon miast Grevena i Kozani, powstały nawet plany przeniesienia kilku mniejszych miejscowości ulokowanych wzdłuż linii uskokowych, ale planów tych nigdy nie zrealizowano.

Z tym strachem przed trzęsieniami ziemi jest podobnie jak ze strachem przed powodziami w Polsce – mieszkańcy dolin rzecznych powinni żyć w ciągłym strachu, ale nie żyją, bo powodzie nie zdarzają się przecież codziennie. Straszne wydają się dopiero wtedy, gdy rzeczywiście się zdarzą. Trzęsienia ziemi na konkretnym obszarze powtarzają się jednak znacznie rzadziej niż powodzie, naprawdę silne trzęsienia występują nie częściej niż raz na pokolenie, więc po prostu chyba każde pokolenie musi swoje silne trzęsienie przeżyć.

T.K.: JAKIE BYŁY NAJSILNIEJSZE TRZĘSIENIA W HISTORII GRECJI I JAKIE WYWOŁAŁY NASTĘPSTWA?

I.A.T.: Ogólnie, od 550 r. p.n.e. na terenie Grecji wystąpiło na pewno ponad 400 wstrząsów, których magnituda osiągnęła co najmniej 6,0. Niewątpliwie najsilniejszym było, wspomniane już trzęsienie, które wystąpiło w roku 365 u zachodnich wybrzeży Krety. Ale zdarzało się też, że wstrząsy o wcale nie największej magnitudzie powodowały bardzo duże zniszczenia i były bardziej zabójcze od tych teoretycznie silniejszych. Uważa się, że najwięcej ofiar spowodowało trzęsienie ziemi, które wystąpiło w rejonie Sparty464 r. p.n.e. Zginęło wówczas około 20 tysięcy osób. Najtragiczniejsze w ostatnich wiekach było trzęsienie ziemi, które nawiedziło wyspę Chios w 1881 r. Liczba ofiar przekroczyła 3600. Blisko 500 osób poniosło śmierć w 1953 r. na Wyspach Jońskich, w wyniku wstrząsu, którego epicentrum znajdowało się na Kefalonii. W ostatnich dziesięcioleciach XX w. również zdarzyło się kilka „zabójczych” trzęsień. Duża liczba ofiar przez nie spowodowanych wynikała głównie z faktu, że dotknęły gęsto zaludnionych obszarów miejskich. W 1978 r. w Salonikach zginęło 45 osób, trzy lata później, w roku 1981, w wyniku trzęsienia, które dotknęło rejon Koryntu, ale mocno odczuli je też ateńczycy, zginęło 20 osób, przy czym większość ofiar stanowiły osoby, które zmarły w wyniku zawału serca lub podczas panicznej ucieczki, np. skakały z balkonu. Trzeba przyznać, że skutki tych dwóch trzęsień ziemi sprawiły, że grecka sejsmologia bardzo zyskała na znaczeniu, co przyczyniło się do jej ogromnego rozwoju. W roku 1995 trzęsienie ziemi dotknęło okolice miasta Egio na północy Peloponezu. W wyniku zawalenia dwóch budynków (bloku mieszkalnego i hotelu) zginęło tam 26 osób.

Najtragiczniejsze w ostatnich latach było trzęsienie ziemi z września 1999 r., którego epicentrum znajdowało się na terenie północnych dzielnic Aten, w odległości 18 km od centrum miasta. Nie był to wstrząs silny, jego magnituda wyniosła 5,9, ale wystąpił na gęsto zaludnionym terenie, stąd duża liczba ofiar, bo ponad 140. Chociaż główną przyczyną tej dużej liczby ofiar był przede wszystkim fakt, że nie wszystkie stare budynki spełniały, wyśrubowane już wtedy, normy budowlane. Zawaliły się m.in. 3 obiekty przemysłowe. Najtragiczniejszy jest przypadek zakładów RICOMEX w dzielnicy Menidi. Z 39 pracowników, jacy znajdowali się wówczas w budynku, ocalały tylko 3 osoby.

W obecnym stuleciu także wystąpiło w Grecji kilka silnych wstrząsów – m.in. w rejonie Killini na zachodzie Peloponezu, na Lesbos i na Kos. Magnituda żadnego z nich nie przekroczyła wartości 7,0, ale łącznie spowodowały one śmierć 7 osób.

T.K.: KTÓRE OBSZARY GRECJI SĄ NAJAKTYWNIEJSZE SEJSMICZNIE?

I.A.T.: Najaktywniejsze są oczywiście te położone w pobliżu granic płyty egejskiej, zwłaszcza tam, gdzie zbiegają się granice różnego typu. Tak się składa, że są to też obszary szczególnie chętnie odwiedzane przez turystów. Najlepiej ilustruje to mapa zagrożenia sejsmicznego – jedno z wielu opracowań tego typu sporządzanych co jakiś czas na potrzeby planowania przestrzennego. Jest to mapa aktualnie obowiązująca. Wydzielono na niej strefy o różnym stopniu zagrożenia definiowanym przez maksymalne spodziewane przyspieszenie drgań gruntu. Starsze tego typu opracowania wydzielały 4 kategorie obszarów, najnowsza mapa (z 2003 r.) wprowadza podział na 3 strefy – najbardziej zagrożona jest ta oznaczona kolorem pomarańczowym, najmniej ta oznaczona na niebiesko. Mapy tego typu sporządza się na podstawie danych z długiego okresu, dlatego aktualizowanie ich co rok lub co kilka lat mija się z celem.

Foto: Lefkada – wybrzeża jednego z najbardziej sejsmicznych regionów Grecji – fot. Tomasz Kozłowski

T.K.: A CZY SĄ TAKIE MIEJSCA W GRECJI, GDZIE SZANSE NA WSTRZĄSY SĄ MINIMALNE? OD CZEGO TO ZALEŻY?

I.A.T.: Zdecydowanie są, zwłaszcza jeśli chodzi o wstrząsy płytkie. Przypominają mi się słowa wypowiedziane chyba w latach 80. przez ówczesnego dyrektora Instytutu Geodynamicznego w Atenach Jorgosa Stavrakakisa, który stwierdził, że jeśli w rejonie północnych lub środkowych Cyklad wystąpi silny wstrząs, to on zmieni zawód. Nie zmienił! I zmienić nie musiał, bo rzeczywiście silnego trzęsienia ziemi nie zanotowano tam właściwie nigdy, a informacji historycznych o takich zjawiskach jest w Grecji bardzo dużo i te całkiem wiarygodne sięgają nawet do VI w. p.n.e.

To, na co należy zwrócić uwagę, to fakt, że w rejonie tym praktycznie nie występują silne wstrząsy płytkie, czyli takie, których ognisko znajduje się na głębokości co najwyżej 70 km. W Grecji większość ognisk tego typu wstrząsów leży na znacznie mniejszych głębokościach. Ogniska najtragiczniejszych greckich trzęsień ziemi leżały na ogół na głębokości około 10 km. Takie wstrząsy powodują zwykle duże zniszczenia, ale obejmujące względnie małe powierzchnie. Natomiast tzw. wstrząsy średnio głębokie, których ogniska leżą na głębokości do 300 km, są odczuwalne na dużym obszarze, ale niszczące stają się dopiero, gdy są naprawdę silne, czyli jeśli ich magnituda osiągnie co najmniej 7,0. W rejonie północnych i środkowych Cyklad tak silnych wstrząsów średnio głębokich również się nie notuje. Warto wspomnieć, że ognisko najgłębszego wstrząsu, jaki zanotowano w Grecji od czasu rozpoczęcia pomiarów instrumentalnych, znajdowało się na głębokości nieco ponad 180 km.

T.K.: CZY NA MORZU ŚRÓDZIEMNYM MOŻE WYSTĄPIĆ TSUNAMI? JAK ONO POWSTAJE?

I.A.T.: Tak, choć rzadko o tym słyszymy, na Morzu Śródziemnym tsunami to zjawisko dość powszechne. Związane jest z występowaniem wstrząsów podmorskich i spowodowanym tymi wstrząsami przemieszczaniem mas skalnych na dnie morza. Mogą to być albo przemieszczenia gruntu wzdłuż uskoków, albo po prostu podmorskie osuwiska (te ostatnie zdarzają się również bez wstrząsów). Tsunami może być wywołane także wybuchem podmorskiego wulkanu albo osuwiskiem na stokach wulkanu czy innego wzniesienia znajdującego się blisko wybrzeża, jeśli osuwające się masy ziemi gwałtownie „wpadną” do morza. Same drgania dna morskiego nie wywołują fali tsunami.

Zmiana konfiguracji dna pod warstwą wody powoduje falowy ruch wody, ale nie taki jak w przypadku fal wywołanych wiatrem. Tsunami rozchodzi się dużo szybciej od zwykłych fal, ale na otwartym morzu nie stanowi żadnego niebezpieczeństwa, jest praktycznie niezauważalne, po prostu poziom wody podnosi się i opada. Groźne staje się dopiero, gdy zbliży się do wybrzeża, zwłaszcza do wybrzeża niskiego, płaskiego, a więc takiego, na którym występują szerokie plaże sąsiadujące z względnie płytką wodą. Dochodzi tam do załamania się fali i jej spiętrzenia, dlatego może ona osiągnąć znaczną wysokość, pochłaniając wszystko, co napotka na swej drodze.

Na greckich wybrzeżach możemy zatem czuć się względnie bezpiecznie, jako że rzadko jest tam rzeczywiście płasko. Ale oczywiście zagrożenie istnieje, bo, jak uczy historia, tsunami w Grecji się zdarzały, nawet bardzo potężne. Dlatego w krajach śródziemnomorskich prowadzi się stale badania mające umożliwić ostrzeganie przed tymi zjawiskami. Warto wspomnieć, że w ramach Instytutu Geodynamicznego w Atenach działa Narodowe Centrum Ostrzegania przed Tsunami.

Pamiętajmy, że miejsc, w których wstrząsy mogą wygenerować tsunami, jest w basenie Morza Śródziemnego sporo, także poza Grecją. Historia Grecji zna ponad 70 przypadków wystąpienia tsunami, przy czym zwykle fale te nie osiągały znacznych wysokości i nie wkraczały daleko w głąb lądu, a zatem, nie stanowiły też dużego zagrożenia dla ludzi. Ale niektóre z tych zdarzeń osiągnęły jednak katastrofalne rozmiary. Takie z pewnością było tsunami, jakie wystąpiło w 373 r. p.n.e. w Zatoce Korynckiej oraz we wspominanym już 365 r. n.e. u wybrzeży Krety. To pierwsze było groźne dla niewielkiego obszaru, ale to drugie spustoszyło wiele fragmentów wybrzeża śródziemnomorskiego.

554 r. silne trzęsienie ziemi odczuli mieszkańcy KalimnosKos. To prawdopodobnie wtedy (choć niektóre źródła podają też daty nieco wcześniejsze) doszło do ostatecznego rozdzielenia wysp KalimnosTelendos (fot. poniżej – widok z Kalimnos na Telendos). Ten wstrząs również spowodował falę tsunami.

Fot. Tomasz Kozłowski

Największe z dwudziestowiecznych greckich tsunami zostało wygenerowane przez najsilniejszy wstrząs, jaki wystąpił w Grecji w XX stuleciu – 9 lipca 1956 r. Jego epicentrum znajdowało się między wyspami Amorgos i Astipaleą, a magnituda wyniosła 7,5. Wywołane nim tsunami osiągnęło wysokość 25 m u wybrzeży Amorgos, 20 m u wybrzeży Astipalei i 10 m na Folegandros. Więcej szczegółów na temat wysokości wspomnianego tsunami u wybrzeży innych wysp regionu, wg różnych autorów, zawiera załączona mapa, zaczerpnięta z artykułu A. Brüstle i in. opublikowanego w 2014 r. w czasopiśmie Solid Earth (dostępny na stronie ).

Warto dodać, że wspomniane trzęsienie ziemi było jednym z całej serii silnych wstrząsów, jakie wystąpiły w Grecji w latach 50. minionego stulecia (m.in. na Kefalonii, w rejonie Sofades i w rejonie Velestino w Tesalii oraz na Rodos).

T.K.: NIEKTÓRZY ŚWIADKOWIE TRZĘSIEŃ WSPOMINAJĄ O WIELKIM ŁOSKOCIE WYDOBYWAJĄCYM SIĘ Z ZIEMI. CZY TO TYPOWY „OBJAW” TRZĘSIENIA?

I.A.T.: Nie, łoskot może, ale nie musi wystąpić. O takim zjawisku w opisach greckich trzęsień ziemi mowa jest raczej rzadko, choć o rozmaitych zjawiskach dźwiękowych towarzyszących wstrząsom lub je poprzedzających rzeczywiście wspominano, zwłaszcza w relacjach z najsilniejszych wstrząsów. Nie ulega wątpliwości, że drgania skorupy ziemskiej mogą wytwarzać fale akustyczne rozchodzące się w powietrzu, ale pamiętać należy, że to, co słyszymy podczas trzęsienia ziemi, to nie tylko odgłosy z głębi, ale także, a czasem głównie, dźwięki generowane np. przez drgania budynków i innych konstrukcji.

W marcu tego roku greckie media podawały, że mieszkańcy Santorini usłyszeli dwa głośne dźwięki, przypominające uderzenia. Jako że wyspa leży w strefie aktywnej tektonicznie, zarówno miejscowa ludność, jak i władze, bardzo się zaniepokoili. Sejsmolodzy orzekli jednak, że zjawisko to nie miało nic wspólnego z procesami geologicznymi, a było najprawdopodobniej związane z przekroczeniem bariery dźwięku przez dwa samoloty.

T.K.: CZY W NASZEJ EPOCE, W XXI WIEKU, SĄ SZANSE, ŻE CZŁOWIEK BĘDZIE UMIAŁ PRZEWIDYWAĆ TRZĘSIENIA? DLACZEGO NASZA CYWILIZACJA, TAK DOBRZE JUŻ ROZWINIĘTA NAUKOWO, WCIĄŻ MA Z TYM TRUDNOŚĆ?

I.A.T.: Wśród wszystkich zjawisk zaliczanych do geozagrożeń trzęsienia ziemi są tymi najtrudniejszymi do przewidzenia. Żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, trzeba najpierw zdać sobie sprawę z tego, czym powinna być taka prognoza sejsmiczna. Otóż musi ona zawierać następujące informacje: 1) Gdzie spodziewamy się wystąpienia wstrząsu? To pytanie obejmuje zarówno położenie na powierzchni, jak i głębokość ogniska. 2) Jaka będzie jego magnitudaintensywność? I najtrudniejsze pytanie: 3) Kiedy przewidywany wstrząs wystąpi?

Warto też pamiętać, że prognoza to nie jest przysłowiowe „wróżenie z fusów”. Aby ją postawić, należy posłużyć się pewną sprawdzalną procedurą, która powinna „działać” niezależnie od okoliczności. W przypadku prognoz meteorologicznych procedury takie istnieją, natomiast skuteczne przewidywanie trzęsień ziemi to jednak jeszcze daleka przyszłość. Ale oczywiście sytuacja nie jest beznadziejna.

Powszechnie, nie tylko w Grecji, za pierwszego, któremu udało się przewidzieć trzęsienie ziemi, uważany jest Anaksymander z Miletu, który w 550 r. p.n.e. ocalił mieszkańców Sparty nakazując im spędzenie nocy poza domami, dzięki czemu, mimo ogromnych zniszczeń wywołanych wstrząsem, udało im ujść z życiem. Źródła nie podają jednak, na jakiej podstawie została postawiona ta prognoza.

Dzisiaj potrafimy już skutecznie stawiać tzw. prognozy długoterminowe, czyli przewidywać, jakie jest na konkretnym terenie prawdopodobieństwo wystąpienia silnego wstrząsu w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Wbrew pozorom, taka prognoza ma ogromne znaczenie, bo daje władzom czas na poprawę stanu technicznego infrastruktury i przygotowanie budynków na to, co im zagraża.

Prognozy średnio i krótkoterminowe oraz tzw. bezpośrednie (pozwalające przewidzieć wstrząs na kilka-kilkadzieisąt sekund przed jego wystąpieniem) bazują głównie na obserwacjach zmian parametrów fizycznych terenu w pobliżu przyszłego ogniska wstrząsu. Bada się m.in. deformacje powierzchni, natężenie pola grawitacyjnego, magnetycznego i elektrycznego, poziom emisji radonu, zmiany poziomu i temperatury wód podziemnych czy zmiany prędkości rozchodzenia się fal sejsmicznych. Im więcej anomalii zanotujemy, tym wystąpienie trzęsienia ziemi uznajemy za bardziej prawdopodobne.

Jak dotąd, najbardziej znaną trafną prognozę sejsmiczną udało się opracować Chińczykom w 1975 r. Na jej podstawie ewakuowano wielotysięczne miasto Haiczeng, a po 12 godzinach nastąpił wstrząs, który zniszczył 90% tamtejszej zabudowy. Ale już w kolejnym roku nie udało się przewidzieć innego silnego wstrząsu, który dotknął chińskie miasto Tangshan powodując śmierć około 250 tysięcy osób.

Jak powiedział kiedyś jeden ze znanych greckich sejsmologów: „gdyby można dziś było skutecznie przewidywać trzęsienia ziemi, to japońscy sejsmolodzy, zasłużenie uznawani za najlepszych na świecie, nie pozwoliliby w 2005 roku zginąć 5 tysiącom mieszkańców Kobe”. Dziś możemy też dodać: ani mieszkańcom okolic Fukushimy w 2011 roku.

Prawda niestety jest taka, że to, co dzieje się w atmosferze, jest znacznie lepiej dostępne i możliwe do obserwowania niż procesy zachodzące we wnętrzu skorupy ziemskiej. Dlatego potrafimy już stawiać bardzo dobre prognozy meteorologiczne, natomiast rzeczywiście sprawdzalne prognozy sejsmiczne, w znaczeniu podobnym do prognoz pogody, to jeszcze daleka przyszłość. Zupełnie bezbronni jednak nie jesteśmy, bo, jak wspomniałam, możemy już określać prawdopodobieństwo wystąpienia wstrząsów w konkretnych przedziałach czasowych, a z punktu widzenia zabezpieczenia się przed ich skutkami to już naprawdę dużo.

T.K.: NIEKTÓRZY GRECCY SEJSMOLODZY „STRASZĄ” LUDNOŚĆ SWOJEGO KRAJU HIOBOWYMI PRZEPOWIEDNIAMI ODNOŚNIE NADCHODZĄCYCH WIELKICH TRZĘSIEŃ. MÓWIĄ NA PRZYKŁAD O KOLEJNYM WIELKIM WSTRZĄSIE CZEKAJĄCYM ATENY W NAJBLIŻSZYCH DZIESIĘCIOLECIACH. NA ILE POWINNIŚMY SIĘ TYM PRZEJMOWAĆ, A NA ILE TO TYLKO GDYBANIE?

I.A.T.: Nie, to nie jest gdybanie. Powiedziałabym, że to „straszenie” to domena właściwie wszystkich greckich sejsmologów, ale jest to działanie głęboko uzasadnione i nazwałabym je raczej ostrzeganiem. Żaden sejsmolog nie mówi oczywiście, że to przewidywane trzęsienie nastąpi jutro czy pojutrze, oni po prostu stwierdzają fakt, że ono z pewnością w końcu nastąpi, bo z ich obliczeń wynika, że prawdopodobieństwo tego jest bardzo duże. A celem takich działań zasadniczo jest nie tyle straszenie, co zwrócenie uwagi, że należy stale podejmować działania służące ochronie przed skutkami trzęsień ziemi, czyli należy zadbać o właściwy stan infrastruktury. Warto zauważyć, że w 1999 r., gdy wystąpiło trzęsienie ziemi w Atenach, w wielu punktach miasta, w związku z budową metra, były zainstalowane urządzenia do pomiaru przyspieszenia drgań gruntu i żadne z nich nie zarejestrowało wartości wyższych od tych, jakie przewidywały normy budowlane, a budynki jednak się waliły, bo tych norm nie spełniały. Dlatego warto na każdym kroku zwracać uwagę na zagrożenie.

T.K.: NIEKTÓRZY SEJSMOLODZY SĄ W GRECJI NIEMAL CELEBRYTAMI. CZY MIĘDZY TYMI SPECJALISTAMI ISTOTNIE TRWA KONKURENCJA NA „POPULARNOŚĆ”, ALE I SKUTECZNOŚĆ PRZEWIDYWANIA? KTÓRE OŚRODKI BADAWCZE SĄ SZCZEGÓLNIE CENIONE?

I.A.T.: Najważniejsze greckie instytucje zatrudniające sejsmologów to oczywiście Instytut Geodynamiczny Obserwatorium Ateńskiego oraz duże ośrodki uniwersyteckie – w Atenach, w Salonikach i w Patras. Warto też wspomnieć o działającym w Salonikach Instytucie Sejsmologii Inżynierskiej i Konstrukcji Antysejsmicznych. Cztery pierwsze zajmują się głównie badaniami naukowymi, w tym rozwijaniem metod prognozowania, działania piątego skupiają się raczej na przeciwdziałaniu skutkom trzęsień ziemi.

Moim zdaniem największe zasługi w badaniach trzęsień ziemi w Grecji ma jednak, obecnie 90 letni, Vassilis Papazachos, którego kariera związana była z niemal wszystkimi z wymienionych ośrodków (poza Uniwersytetem w Patras). Miałam okazję poznać go osobiście. Warto wspomnieć, że w ślady ojca poszedł jego syn, Kostas Papazachos, obecny szef Pracowni Geofizyki Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach.

Wśród nieżyjących już geofizyków, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju greckiej sejsmologii, na pewno należy wymienić Angelosa Galanopoulosa, długoletniego dyrektora Instytutu Geodynamicznego w Atenach.

Grecka sejsmologia stoi na bardzo wysokim poziomie, zresztą większość jej przedstawicieli kształciło się nie tylko w Grecji, ale zdobywali oni doświadczenie także w uznanych ośrodkach w Japonii czy w USA (w Kaliforni). Ale, jak to w świecie współczesnej nauki bywa, o zgodę między uczonymi raczej trudno. Ostatnio głośna stała się sprawa Akisa Tselentisa, długoletniego profesora Uniwersytetu w Patras, który został wybrany na nowego szefa Instytutu Geodynamicznego, ale, o ile wiem, nie mógł objąć stanowiska, ponieważ poprzedni dyrektor, Gerasimos Papadopoulos, zarzucił mu, że, aby móc kandydować, podał nieprawdziwe informacje dotyczące swojego wieku. Faktem jest, że stanowisko dyrektora Instytutu nadal pozostaje nieobsadzone, a sprawa trafiła do sądu.

Wśród greckich „sejsmicznych celebrytów” warto wspomnieć jeszcze jedno nazwisko – Efthimios Lekkas z Uniwersytetu Ateńskiego jest uznanym specjalistą w zakresie geologii stosowanej, zajmuje się głównie różnego rodzaju geozagrożeniami, wśród których znajdują się trzęsienia ziemi, ale także powodzie i pożary.

Rzeczywiście wszyscy wymienieni naukowcy często zabierali i nadal zabierają głos w mediach, a ludzie chcą ich słuchać, bo problem trzęsień ziemi po prostu jest dla Greków istotny. Ten „głos nauki” nie zawsze jest jednobrzmiący, ale to nie powinno nikogo dziwić, bo to właśnie takie spory popychają naukę do przodu. Nieważne, co dzieje się przed kamerami, najważniejsze, że w zaciszu laboratoriów i pracowni zbierane są tysiące danych pomiarowych i prowadzone żmudne obliczenia, które powoli, ale jednak przybliżają nas do celu, jakim jest umiejętność radzenia sobie z zagrożeniem sejsmicznym.

T.K.: A CZY SEJSMOLODZY GRECCY SĄ „SŁYSZALNI” W ŚWIECIE? CZY SEJSMOLOGIA TEGO KRAJU WNOSI WIELE DO BADAŃ OGÓLNOŚWIATOWYCH?

I.A.T.: Tak, jak najbardziej, są specjalistami nie tylko słyszanymi, ale i uznanymi na świecie. Nie powinno to zresztą nikogo dziwić, zważywszy na fakt, że obszar Grecji stanowi jedno z najlepszych na świecie naturalnych laboratoriów do badań tektonicznych, w tym do badań nad zjawiskiem trzęsień ziemi. Tektonika Grecji to taka globalna tektonika płyt w miniaturze.

Nie sposób wymienić wszystkich greckich sejsmologów, których osiągnięcia liczą się w świecie, dlatego ograniczę się tylko do kilku przykładów. Np. wymieniony już Vassilis Papazachos, zasłużenie nazywany nestorem greckiej sejsmologii, jest autorem ponad 200 oryginalnych publikacji w liczących się czasopismach międzynarodowych, które były cytowane ponad tysiąc razy (a działał jednak głównie przed okresem, gdy w nauce najważniejsze były parametry bibliometryczne!). Jego osiągnięcia w dziedzinie długoterminowych prognoz sejsmicznych są szczególnie doceniane na świecie – właściwie chyba do dziś trudno wyobrazić sobie, aby w najbardziej znaczących czasopismach z tego zakresu ukazywały się artykuły, których autorzy nie powołują się (i to wielokrotnie) na Papazachosa.

Inny ciekawy przykład greckiego wkładu w rozwój sejsmologii stanowi propozycja metody krótkoterminowego przewidywania trzęsień ziemi przedstawiona w latach 80. XX w. przez tzw. grupę VAN (nazwa pochodzi od pierwszych liter nazwisk jej członków – fizyków: Panayiotisa Varotsosa, Kessara Alexopoulosa i Kostasa Nomicosa). Metoda nie okazała się dostatecznie skuteczna, ale warto o niej wspomnieć, bo pokazuje, że także w sejsmologii wiele dzieje się za sprawą przypadku.

Przyszli autorzy metody prowadzili badania geofizyczne w Attyce i Koryntii, a zainstalowana przez nich sieć do pomiarów geoelektrycznych zarejestrowała powtarzalne impulsy na krótko przed wystąpieniem każdego ze wstrząsów wtórnych trzęsienia w 1981 r. Było to podstawą do opracowania metody VAN, o której stało się głośno na świecie. Grupa otrzymała pokaźne dofinansowanie, ale dalsze badania nie były już tak obiecujące. Większość geofizyków jest jednak zdania, że skuteczne prognozowanie wstrząsów wymaga uwzględniania zmian więcej niż tylko jednego parametru (w tym przypadku jest nim pole geoelektryczne). Grupa VAN, choć w nieco innym składzie, działa jednak nadal na Uniwersytecie Ateńskim i na pewno jej członkowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

T.K.: NIEKTÓRZY GRECY, ZWŁASZCZA MIESZKAŃCY PÓŁNOCNO-WSCHODNIEJ CZĘŚCI KRAJU, BARDZO BOJĄ SIĘ USKOKU ANATOLIJSKIEGO. NA ILE TRZĘSIENIE Z USKOKU ZNAJDUJĄCEGO SIĘ NA TERENIE TURCJI ZAGRAŻA REGIONOM GRECJI?

I.A.T.: Niestety, trzęsienia ziemi występujące wzdłuż uskoku Północnej Anatolii rzeczywiście mogą zagrażać także Grecji, na terenie której znajduje się przecież przedłużenie tej strefy uskokowej. Uskoki przesuwcze, a taki charakter ma właśnie wspomniana strefa, cechuje zjawisko migracji ognisk wstrząsów sejsmicznych. W tym przypadku kierunek migracji jest zgodny z kierunkiem ruchu płyty anatolijskiej, czyli ogniska kolejnych wstrząsów często (choć nie zawsze) leżą bardziej na zachód niż ogniska tych, które je poprzedziły. Tę migrację na obszar Grecji dobrze pokazuje mapa zaczerpnięta z artykułu opublikowanego w 1998 r., a więc jeszcze przed silnym trzęsieniem, jakie rok później dotknęło tureckie wybrzeża Morza Czarnego, w czasopiśmie Journal of Geophysical Research.

Na mapie zaznaczono epicentra wstrząsów wraz z datami wystąpienia najsilniejszych spośród nich. Pokazuje ona również, że związane ze wspomnianą strefą uskokową są też wstrząsy dotykające północnej części Morza Egejskiego. A zatem zaniepokojenia Greków nie powinny budzić wstrząsy występujące daleko na wschodzie Turcji, ale te związane z zachodnim segmentem uskoku Północnej Anatolii już tak.

T.K.: GRECJA POSIADA NA SWYM TERENIE KILKA AKTYWNYCH WULKANÓW. CZY ICH UAKTYWNIENIE SIĘ MOŻE WYWOŁAĆ TRZĘSIENIE?

I.A.T.: Oczywiście wulkaniczne trzęsienia ziemi się w Grecji zdarzają, natomiast zwykle są jednak dużo słabsze od tych związanych z innego rodzaju procesami tektonicznymi. Raczej mogą stanowić ostrzeżenie przed wybuchem, gdyż ich siła niszcząca nie jest wielka. Natomiast należy zdawać sobie sprawę z faktu, że sama działalność wulkaniczna, mimo że współcześnie jest w Grecji raczej słaba, też może nieść pewne zagrożenia.

Skały wulkaniczne występują w Grecji powszechnie, ale wulkany, które przejawiały aktywność w czasach historycznych, napotkamy tylko w obrębie tzw. łuku południowoegejskiego, rozciągającego się od rejonu wyspy Kos na wschodzie, przez Santorini i Milos, po Półwysep Methana wraz z Eginą i okolicami miejscowości Agii Theodori na zachodzie. W ostatnich stuleciach erupcje notowano jedynie na Santorini (ostatnia w 1950 r.) i na Nisiros (5 okresów aktywności od XIV w. do 1888 roku). Wulkan na Półwyspie Methana po raz ostatni był aktywny około 250 r. p.n.e. (co opisuje m.in. Strabon), a na Milos dowody geologiczne wskazują na erupcje w czasach prehistorycznych. Najdalej na północny zachód wysuniętym fragmentem łuku południowoegejskiego jest obszar aktywności powulkanicznej noszący nazwę Susaki (Sousaki).

Wulkanizm w obrębie łuku południowoegejskiego związany jest z przetapianiem skorupy oceanicznej, która na południe od Krety „chowa się” pod płytą egejską. Doskonale ilustruje to model zamieszczony na stronach Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach.

Krajobrazy wulkaniczne, chociaż nie występują w Grecji powszechnie, są ważnym elementem oferty turystycznej tego kraju. Malownicze widoki Santorini z urokliwymi miasteczkami ulokowanymi na krawędzi kaldery i białe klify Milos rzeczywiście robią wrażenie. Atrakcyjne krajobrazy wulkaniczne spotkamy także na Kos, ale na mnie największe wrażenie zrobiła kaldera na wyspie Nisiros (na zdjęciu) – jedyna w Grecji kaldera czynnego wulkanu położona w całości na lądzie (wszystkie pozostałe są dziś zalane przez morze). Ma ona całkiem pokaźne rozmiary, jej średnica wynosi około 4 km, a głębokość przekracza 300 m, na jej dnie znajduje się kilka wyraźnych kraterów, w tym największy Stefanos (widoczny na zdjęciu), o średnicy około 500 m i głębokości ponad 20 m. Zasoby geotermalne wyspy związane z aktywnością tamtejszego wulkanu należą do najbogatszych w Grecji. Podejmowano nawet próby wykorzystania ich do produkcji energii elektrycznej, ale prace wstrzymano z uwagi na zagrożenie środowiskowe.

Foto: krater Stefanos w kalderze na wyspie Nisiros – fot. Irena Argiro Tsermegas

T.K.: W OSTATNICH LATACH W PRASIE GRECKIEJ PRZYBYWAŁO SPEKULACJI O TYM, ŻE UAKTYWNI SIĘ WULKAN NA SANTORINI, CO WYWOŁAĆ MA PROBLEMY, Z TRZĘSIENIEM WŁĄCZNIE. CZY TAKIE OBAWY MAJĄ UZASADNIENIE? CZYM JEST „TAJEMNICZY” WULKAN KOLUMBO, DRZEMIĄCY W GŁĘBI MORZA EGEJSKIEGO?

I.A.T.: Wulkan na Santorini z pewnością prędzej czy później się uaktywni, choć od czasu tzw. erupcji minojskiej, czyli od około 36 stuleci, jego aktywność była raczej słaba, ograniczona głównie do wnętrza kaldery i rejonu wspomnianego w pytaniu podmorskiego stożka Kolumbo, którego wierzchołek nie znajduje się wcale w takiej strasznej głębi, bo leży zaledwie 18 m p.p.m. Po wybuchu minojskim aktywność wulkaniczna w obrębie archipelagu santoryńskiego zamarła na długo, aby zamanifestować się ponownie dopiero w 197 r. p.n.e. Od tego czasu wulkan przejawiał aktywność 13 razy.

Położenie wulkanu i jego rzeźbę prezentuje poniższa mapa pochodząca z artykułu Submarine volcanoes of the Kolumbo volcanic zone NE of Santorini Caldera, Greece, zamieszczonego w czasopiśmie Global and Planetary Change z czerwca 2012 r.

Foto: Kaldera Santorini – fot. Tomasz Kozłowski
Foto: widok na kalderę Santorini z wyspy Thirasia – fot. Tomasz Kozłowski

Aktywność zarówno wulkanu na Nisiros, jak i na Santorini, jest stale monitorowana (z zastosowaniem i systemów naziemnych, i satelitarnych). Obecnie większą uwagę skupia się na Santorini, gdyż tam zagrożenie wybuchem jest większe. Erupcja, która miała miejsce w 1650 r. w obrębie podwodnego stożka Kolumbo uważana jest za największą z tych, które w ostatnim tysiącleciu zdarzyły się we wschodniej części Morza Śródziemnego.

W celu kontrolowania aktywności wulkanicznej na Santorini powołano w 1995 r. Instytut Badań i Monitoringu Wulkanu Santoryn. Działają w nim specjaliści ze wszystkich znaczących greckich ośrodków geologicznych. Prowadzony jest ciągły monitoring sejsmiczny i geodezyjny oraz pomiary poziomu wód, składu chemicznego i temperatury emitowanych gazów.

Muszę tu przywołać wydarzenia sprzed niespełna 10 lat. Wielu z nas może je pamiętać, bo informacje na ten temat pojawiały się także w polskich mediach. Mówiono o wzrastającej aktywności sejsmicznej w rejonie Santorini. Na stronach TVN Meteo w maju 2012 r. znalazł się nawet alarmistyczny nagłówek: „Magma tańczy pod Santorini, wyspa się unosi”. W tym samym roku byłam w Wiedniu na dorocznej konferencji Europejskiej Unii Nauk o Ziemi. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie ogromna liczba prezentowanych tam referatów i posterów dotycząca właśnie wspomnianej aktywności sejsmicznej w regionie. We wrześniu tego samego roku miałam okazję rozmawiać z pewnym greckim sejsmologiem zatrudnionym w Instytucie Geodynamicznym w Atenach i spytałam go, co oznacza ten wzrost aktywności. W odpowiedzi usłyszałam, że raczej trudno mówić o rzeczywistym wzroście aktywności. Faktem jest, że sejsmografy zarejestrowały więcej drobnych wstrząsów, ale był to najprawdopodobniej głównie skutek zainstalowania większej liczby urządzeń pomiarowych – po prostu wyłapały one to, co wcześniej umykało uwadze sejsmologów.

Ale, rzecz jasna, skoro wulkan zaliczany jest do aktywnych, to są ku temu przesłanki i monitoring jest jak najbardziej wskazany. Władze powinny również być przygotowane na skutki ewentualnej erupcji. Dlatego już w 1996 r. stworzono najbardziej prawdopodobny scenariusz zagrożeń związanych z możliwym wybuchem, czyli mapę przedstawiającą potencjalne skutki takiego wybuchu (zamieszczoną poniżej). Wynika z niej, że największe zagrożenie wiąże się z emisją toksycznych gazów, powstaniem fali tsunami i osuwiskami wywołanymi przez wstrząsy towarzyszące wybuchowi. W ostatnich latach zespół pod kierownictwem autora zamieszczonej mapy opracował szereg różnych scenariuszy, sugerując, że władze powinny być przygotowane także na najgorszy wariant. Należy jednak podkreślić, że powtórzenie w najbliższych latach czy nawet stuleciach erupcji o tak wielkiej sile jak tzw. „wybuch minojski” jest jednak bardzo mało prawdopodobne. Z badań geologicznych prowadzonych na wyspie wynika, że komora magmowa pod Santorini napełnia się jednak wolno, a wielkie erupcje, zdolne dosłownie „wysadzić wyspę w powietrze” następują tam co około 20-25 tysięcy lat. Od ostatniego takiego wybuchu minęło dopiero nieco ponad 3600 lat. Wydaje się, że w chwili obecnej mieszkańcy Santorini bardziej niż wybuchu wulkanu powinni obawiać się wstrząsów sejsmicznych. Ostatnim silnym trzęsieniem ziemi, które spowodowało duże, nawet miejscami widoczne do dziś, zniszczenia na wyspie było wspomniane już najsilniejsze w XX w. greckie trzęsienie z 1956 r. (z epicentrum w rejonie wyspy Amorgos) Szczególnie narażone były wtedy i pozostają nadal w przypadku wystąpienia erupcji lub wstrząsu miejscowości położone w rejonie krawędzi kaldery (Oia, Fira, Imerovigli).

T.K.: JAKIE NORMY OBOWIĄZUJĄ OBECNIE W BUDOWNICTWIE, ABY NOWO WZNOSZONE BUDOWLE UCZYNIĆ BARDZIEJ ODPORNYMI NA WSTRZĄSY? CZY NORMY TE SĄ W GRECJI PRZESTRZEGANE?

I.A.T.: Choć być może zabrzmi to niewiarygodnie, pierwsze normy dotyczące budownictwa na terenach sejsmicznych wprowadzono w Grecji dopiero w 1959 roku, po serii silnych wstrząsów, jakie dotknęły ten kraj w latach 50. XX w. Wcześniej istniały jedynie pewne wytyczne o zasięgu lokalnym, wprowadzane zwykle dopiero po wystąpieniu zniszczeń (np. w Koryncie, w Larisie, na Wyspach Jońskich). Niewątpliwym przełomem w całym systemie zarządzania ryzykiem sejsmicznym w Grecji były 2 silne trzęsienia ziemi, jakie dotknęły największe miasta – Saloniki w 1978 r. i Ateny w roku 1981. Po nich, w roku 1984, zaostrzono przepisy dotyczące budownictwa, a w 1992 roku wprowadzono nowe prawo budowlane odnoszące się do zasad budownictwa antysejsmicznego. Po kolejnym „ateńskim” trzęsieniu ziemi (z 1999 r.), w roku 2000 ustawa ta została znowelizowana do formy obowiązującej obecnie. Należy podkreślić, że przewidywane przez nią normy nie ustępują tym istniejącym w innych krajach i generalnie należy je uznać za bardzo rygorystyczne. Istotną rolę odgrywa w nich nie tylko odporność konstrukcji, ale również to, na jakim podłożu i w jakim otoczeniu je wzniesiono. Dlatego normy powinny być i są dostosowane nie tylko do przewidywanej na danym obszarze maksymalnej magnitudy wstrząsu, ale także to parametrów podłoża i jakości sąsiednich budynków. Nowe normy odnoszą się w zasadzie do aktualnie wznoszonych konstrukcji, ale przewidują również podejmowanie pewnych działań zmierzających do dostosowania także starszych budynków. Ci z nas, którzy byli w którymś z greckich miast w trakcie lub krótko po wystąpieniu jakiegoś trzęsienia ziemi, na pewno pamiętają, że specjalne komisje oceniały stan wszystkich budynków, oznaczając je kolorami: na zielono te w najlepszym stanie, nie wymagające żadnych działań technicznych, na żółto – takie, których konstrukcję można jeszcze wzmocnić, a na czerwono – nadające się jedynie do rozbiórki. Ta ostatnia kategoria dotyczy najczęściej budynków mających już swoje lata.

Czy normy są przestrzegane? Zdecydowanie tak. Świadczy o tym choćby wspomniany fakt, że nowe budynki raczej okazują się odporne na wstrząsy. Najlepszym sprawdzianem ich stanu są powtarzające się jednak dość często trzęsienia ziemi i wyniki tego sprawdzianu okazują się dla Greków pomyślne.

T.K.: W GRECKICH MIASTACH RZADKO WIDZI SIĘ BUDYNKI BARDZO WYSOKIE. CZY MA TO ZWIĄZEK Z OCHRONĄ PRZECIWSEJSMICZNĄ? A JEŚLI TAK, TO CZY NALEŻY SIĘ OBAWIAĆ O TE NIELICZNE, ALE JEDNAK ISTNIEJĄCE W ATENACH BUDYNKI WYSOKIE?

I.A.T.: Współczesne technologie i metody konstrukcji budynków pozwalają na wznoszenie wieżowców odpornych na wstrząsy, jedynym problemem są w zasadzie koszty, jakie należy ponieść, aby spełnić obowiązujące w ich przypadku normy. Każdy budynek, który spełnia normy, jest bezpieczny. Te wysokie są być może nawet bezpieczniejsze, bo wzniesiono je w okresie, gdy większość norm już obowiązywała. Starsza zabudowa jest oczywiście niższa, ale to, że w greckich miastach nadal stawia się mało wysokich budynków wiązałabym raczej z pewną tradycją architektoniczną, no i oczywiście ze wspomnianymi już kosztami narzucanymi przez normy budowlane. Z drugiej strony, te wieżowce po prostu tam nie pasują.

T.K.: CZY MOGĄ ISTNIEĆ ECHA WIELKICH TRZĘSIEŃ ZIEMI W MITOLOGII GRECKIEJ? I CZY TRZĘSIENIA MOGŁY ODEGRAĆ JAKĄŚ WAŻNĄ ROLĘ W HISTORII GRECJI, OD STAROŻYTNOŚCI PO CZASY WSPÓŁCZESNE?

I.A.T.: Skoro Grecy od zawsze zmuszeni byli żyć ze świadomością zagrożenia sejsmicznego, to oczywiście trzęsienia ziemi zapisały się także w tworzonych przez nich mitach. W mitologii możemy m.in. doszukiwać się pierwszych prób wyjaśnienia natury zjawisk sejsmicznych. Za zsyłanie trzęsień ziemi odpowiedzialni wedle mitów byli: Zeus, Posejdon, no i oczywiście gigant Enkelados, którego imię do dziś jest przywoływane przy okazji każdego silniejszego wstrząsu. Nawet w mediach pojawiają się tytuły w stylu: „Enkelados się gniewa” czy „Enkelados się zbudził”. Przypomnijmy, że wszyscy mityczni giganci byli personifikacją sił natury, a trzęsienia ziemi stanowią właśnie jeden z przejawów takiej siły. Jak wiemy, giganci nie skończyli najlepiej, bowiem przegrali walkę z tytanami. Dlaczego? Bo po części człowiek nauczył się lepiej dostosowywać do zjawisk przyrodniczych, a po części natura stała się bardziej życzliwa (dzięki m.in. polodowcowemu ociepleniu klimatu). O roli, jaką od zawsze odgrywały w Grecji trzęsienia ziemi, niech świadczy fakt, że Enkelados był jednym z ważniejszych gigantów, bywa nawet wymieniany jako ich przywódca, a jego ogromne rozmiary sprawiały, że wyprowadzony z równowagi wprawiał ziemię w drgania. Wśród kilku różnych wersji jego śmierci najciekawsza jest chyba ta, która mówi, że został zgładzony przez Atenę, która przygniotła go Etną.

Ale muszę tu wspomnieć, że spośród rozmaitych kataklizmów przyrodniczych to wcale nie trzęsienia ziemi ani nie zjawiska wulkaniczne są tym, co szczególnie zapisało się w mitologii greckiej. Znacznie straszniejsze były najprawdopodobniej kataklizmy związane z wodą, które można określić jako potopy (nie chodzi tu o zwykłe powodzie, ale o gwałtowne zalewanie lądu przez morze, związane z topnieniem lodowców i podnoszeniem poziomu oceanów). Oczywiście działo się to w czasach przedgreckich – poziom oceanu ustabilizował się około 6 tysięcy lat temu, ale te jego wcześniejsze zmiany były niewątpliwie dramatyczne z punktu widzenia społeczności zamieszkującej tereny nadmorskie i zapisały się w pamięci wielu pokoleń, dlatego znalazły też miejsce w mitologii. A trzęsienia ziemi? No cóż, one były dla Greków chlebem powszednim, więc trzeba było się do nich przyzwyczaić. Czy odegrały jakąś rolę w historii Grecji? Na pewno tak, chociaż koncepcje mówiące o tym, że przyczyniały się np. do upadku całych cywilizacji, wraz z postępem wiedzy okazują się coraz mniej prawdopodobne. Zjawiska przyrodnicze mogły co najwyżej nieco przyspieszyć lub spowolnić pewne procesy historyczne i społeczne, ale na pewno nie odgrywały w nich roli decydującej. Dziś widzimy doskonale, że to nie przyroda niszczy człowieka, ale sam człowiek, zwłaszcza, jeśli tej przyrody nie szanuje. Starożytni byli bardziej niż my uzależnieni od sił natury, dlatego też żyli z nimi w większej harmonii.

Chciałabym w tym miejscu przytoczyć przykład pokazujący, że potrafimy nawet wywoływać trzęsienia ziemi, przy czym zjawisko, o którym chcę opowiedzieć, po raz pierwszy w skali świata zostało opisane właśnie w Grecji. Mam tu na myśli wstrząsy wywołane napełnianiem dużych sztucznych zbiorników wodnych. Ten wspomniany pierwszy przypadek dotyczy Zbiornika Maratońskiego. Jego napełnianie rozpoczęto w 1930 r., a 8 lat później wystąpił wstrząs o magnitudzie 5,0. Podobne zjawisko zaobserwowano również po napełnieniu znacznie większego Zbiornika Kremasta na zachodzie Grecji. Piętrzenie wody rozpoczęto tam w 1965 r., a już rok później zanotowano wstrząs o magnitudzie 6,2 (tylko jeden zbiornik na świecie jest odpowiedzialny za wystąpienie silniejszego wstrząsu – mowa o Zbiorniku Koyna w Indiach, którego napełnienie skutkowało wstrząsem o magnitudzie 6,3). Zarówno wspomniane trzęsienie ziemi w rejonie Maratonu, jak i to koło Kremasta, były silniejsze niż wstrząsy, jakie notowano na tych obszarach wcześniej.

T.K.: INTERESUJĄ CIĘ ZJAWISKA ZACHODZĄCE W GŁĘBI ZIEMI. CZY PODRÓŻUJĄC PO GRECJI MYŚLISZ O TYM, CO DZIEJE SIĘ „POD TOBĄ”? CZY PRZEŻYŁAŚ TAM TRZĘSIENIA?

I.A.T.: Przeżyłam w Grecji kilka trzęsień Ziemi, ale świadomie odczułam tylko jedno z nich, na szczęście słabe, a co zabawne, byłam wtedy w budynku Wydziału Geologii Uniwersytetu Ateńskiego. W dodatku w pokoju naprzeciwko siedział sejsmolog z Instytutu Geodynamicznego (przyszedł w odwiedziny do żony), który nie poczuł wstrząsów. Na przełomie sierpnia i września ubiegłego roku, gdy przebywałam na Ikarii, wiele osób na wyspie odczuło wstrząsy, których epicentrum znajdowało się u wybrzeży pobliskiej wyspy Samos. Zapewne i ja bym je odczuła, ale byłam wówczas poza budynkiem i stałam, aż tu nagle kuzynka siedząca obok, na krześle opartym o ścianę domu, aż podskoczyła, twierdząc, że czuje trzęsienie ziemi. Wszyscy, którzy stali, oznajmili, że nic nie poczuli. Dodam, że nasza „nieczułość” mogła też być wspomagana przez wiejący bardzo silny wiatr. Faktem jest, że na Ikarii raczej nikt się trzęsień ziemi nie boi, bo nie znam przypadku, aby jakikolwiek budynek ucierpiał tam w wyniku wstrząsów, gdyż takie o znacznej sile niszczącej po prostu tam nie występują.

A czy będąc w Grecji myślę o zagrożeniu związanym z trzęsieniami ziemi? Raczej nie, chociaż samo zjawisko nieustannie mnie interesuje. Zdarzyło mi się być w Grecji w trakcie i krótko po wystąpieniu gdzieś na jej terenie silnych trzęsień ziemi – np. dwa miesiące po trzęsieniu ziemi w Atenach w 1981 r., na Wyspach Jońskich w bardzo dla nich sejsmicznym roku 2015 czy na Ikarii w czasie silnych wstrząsów w 1986 r. w Kalamacie i w 1999 w Atenach – do greckiej stolicy dotarłam tydzień po tym trzęsieniu, a więc widziałam z bliska jego skutki. Wydaje mi się jednak, że myślenie o tym, co „pode mną”, w sensie zastanawiania się, czy coś mi grozi, byłoby raczej tym samym, co rozmyślanie o powodzi w czasie każdego spaceru nad Wisłę. A zatem, i w jednym, i w drugim przypadku pozostaję po prostu ze świadomością zagrożenia, do którego staram się jednak podchodzić racjonalnie. Ale oczywiście silnego trzęsienia ziemi przeżyć bym po prostu nie chciała.

T.K.: JAKICH RAD UDZIELIŁABYŚ W TEJ KWESTII OSOBOM ODWIEDZAJĄCYM GRECJĘ? CZY WARTO MYŚLEĆ O WSTRZĄSACH, PODRÓŻUJĄC NAD MORZE EGEJSKIE CZY JOŃSKIE?

I.A.T.: Nawiązując do odpowiedzi na poprzednie pytanie, powinnam zdecydowanie zaprzeczyć – nie warto! Po prostu, dobrze jest wiedzieć, że wstrząsy wystąpić mogą i jak się zachować, jeśli znajdziemy się na terenie dotkniętym ich skutkami. Ale muszę w tym miejscu podkreślić, znów częściowo nawiązując do tego, co powiedziałam wcześniej, że trzęsienia ziemi (i inne zjawiska natury tektonicznej) to nie jedyne geozagrożenia występujące w Grecji. A zatem, gdybyśmy mieli stale się nad nimi zastanawiać, to należałoby również obawiać się np. powodzi. Wprawdzie rzadko występują one w sezonie turystycznym, ale potrafią być naprawdę groźne – w tym roku, całkiem niedawno, powódź błyskawiczna na Eubei spowodowała śmierć 8 osób. Wystarczy uzmysłowić się, że w samych tylko Atenach od roku 1896 powodzie spowodowały śmierć ponad 160 osób. Liczba ta jest nawet trochę większa od tej, jaką w tym czasie pochłonęły w greckiej stolicy trzęsienia ziemi!

T.K.: GDZIE MOŻEMY ZNALEŹĆ W SIECI AKTUALNE DANE NA TEMAT TRZĘSIEŃ ZIEMI, KTÓRE ZDARZAJĄ SIĘ W SZEROKO POJĘTYM REJONIE GRECJI? 

I.A.T.: Ja zwykle korzystam ze strony Instytutu Geodynamicznego w Atenach, na której zamieszczona jest na bieżąco aktualizowana mapa z zaznaczonymi epicentrami wstrząsów rejestrowanych przez sieć sejsmografów tego instytutu. Warto pamiętać, że są tam publikowane surowe dane i np. w przypadku silniejszych wstrząsów może się okazać, że po kilku dniach będą podawane już nieco inne parametry (przeliczone, po uwzględnieniu danych z większej liczby sejsmografów), ale i tak to źródło uważam za najbardziej wiarygodne. Podobne dane znajdziemy na stronach seismoi.grseismoi-live.gr , a także na jeszcze kilku innych portalach, ale dane Instytutu Geodynamicznego są zdecydowanie najbardziej profesjonalne. Jeśli interesuje nas szerszy obszar, to warto też zajrzeć na stronę European-Mediterranean Seismological Center. Ale oczywiście, jeśli poczujemy trzęsienie ziemi, to nie próbujmy natychmiast szukać w Internecie informacji na jego temat, bo aktualizacja danych wymaga jednak czasu. W przypadku silniejszych wstrząsów sejsmolodzy starają się jak najszybciej opracować dotyczące ich dane, co często prowadzi to chwilowego przeciążenia systemów i braku możliwości zalogowania się na stronę, ale zwykle po krótkim czasie dane są już dostępne.

T.K.: OSTATNIE PYTANIE MA LUŹNY ZWIĄZEK Z TRZĘSIENIAMI, ALE CHCIAŁBYM ODNIEŚĆ SIĘ DO TWOJEJ GRECKIEJ OJCZYZNY, WYSPY IKARII. OPRÓCZ WSI I ZABYTKÓW, O KTÓRYCH MOŻEMY PRZECZYTAĆ CHOĆBY W PRZEWODNIKACH, TO WYSPA NIEZWYKLE CIEKAWA GEOLOGICZNIE. WIDZIMY TAM WIELE INTRYGUJĄCYCH FORM SKALNYCH. OPOWIEDZ NAM PROSZĘ O TYM WIĘCEJ. Z CZEGO TO WYNIKA? CO CZYNI IKARIĘ TAK WYJĄTKOWĄ? CZY MASZ SWOJE ULUBIONE „GEOLOGICZNE MIEJSCÓWKI” NA IKARII, KTÓRE BYŚ NAM POLECIŁA?

I.A.T.: Tomku, jak wiesz, o Ikarii to ja mogę długo, a o jej atrakcjach geoturystycznych w szczególności, ale rozumiem, że tu chodzi jednak o pewną syntezę, choć wcale nie wiem, czy podołam temu wyzwaniu. To, że Ikaria ma tych atrakcji dużo, to w sumie nie jest żaden ewenement, bo po prostu właściwie każdy fragment Grecji ma ich bardzo dużo. Najlepszym tego dowodem niech będzie fakt, że spośród 81 geoparków zrzeszonych w Europejskiej Sieci Geoparków na terenie tego kraju położone jest aż 5 (a w Polsce tylko jeden, który w dodatku dzielimy z Niemcami), a jeden z greckich geoparków (ten położony na wyspie Lesbos) był w gronie czterech, które w roku 2000 tę sieć zakładały.

Ale wróćmy do Ikarii. Jest to jak na warunki greckie wyspa średniej wielkości, jej powierzchnia wynosi 255 km2 (czyli mniej więcej półtora raza więcej niż zajmuje polska część Tatr). O tym, że Ikaria nie stała się wyspą turystyczną zadecydowało kilka przyczyn, z których za podstawowe uznałabym znaczną odległość od Aten i brak naturalnego portu (chronionego przez zatokę), co przy często panującej tam sztormowej pogodzie znacznie utrudnia żeglugę (zdarza się, że statki przypływają w rejon wyspy, ale do portu zawinąć im się nie udaje – jak zapewne pamiętasz, w marcu 2007 roku zdarzyło mi się podróżować na Ikarię promem, który dwukrotnie, bez powodzenia, próbował zawinąć do portu w Agios Kirikos i po 49 godzinach na morzu wrócił wraz ze mną do Pireusu). Istotną rolę odegrało też zapewne to, że dopiero od 1995 r. można na wyspę dolecieć samolotem (też pod warunkiem, że pogoda pozwoli). Turystyka masowa rozwinęła się głównie na tych wyspach, które albo słyną z bogactwa zabytków, albo mają do zaoferowania rozległe piaszczyste plaże. Ikaria nie kojarzy się z żadnym z tych atutów. Spotkamy na niej wprawdzie piękne plaże, ale są one niewielkie i znane głównie z niebezpiecznych prądów przybrzeżnych.

Warunki naturalne Ikarii sprawiają generalnie wrażenie nieprzyjaznych dla człowieka, choć wcale takie nie są, tyle tylko, że należy wobec nich zachować pokorę. Jest to przecież jedna z najbardziej górzystych wysp w Grecji, a góry, jak wiemy, należy szanować, bo potrafią być naprawdę niebezpieczne. Różnice wysokości potrafią dochodzić tam do 1000 m na odcinku zaledwie 2-2,5 km, więc bywa naprawdę stromo.

Ale po kolei. Ikaria położona jest w osiowej części łańcucha Hellenidów, można ją więc porównać do tego, co np. w Tatrach nazywamy trzonem krystalicznym (fragmentem takiego trzonu) i rzeczywiście budują ją głównie skały krystaliczne – granity, gnejsy, marmury i łupki krystaliczne. Praktycznie cała zachodnia połowa wyspy zbudowana jest z granitów i tam za największa atrakcję uznałabym różnorodne formy ich wietrzenia – widoczne na załączonych zdjęciach. Takie naturalne pustki we wnętrzu głazów często służyły dawnym mieszkańcom wyspy za schronienie. W wielu miejscach odporniejsze fragmenty bloku granitowego sterczą ponad otoczenie jako skałki ostańcowe o różnych kształtach (podobne do tych, jakie w Polsce spotkamy np. w Karkonoszach). W granitach tych wycięte są także piękne doliny, którymi płyną całkiem spore, jak na warunki wyspiarskie, rzeki, miejscami tworzące malownicze wodospady.

Fotografie powyżej: Formy wietrzenia granitów w zachodniej części Ikarii – fot. Irena Argiro Tsermegas

Środkowa i wschodnia część wyspy to królestwo skał metamorficznych. Najpowszechniejsze są gnejsy i łupki krystaliczne. Te ostatnie od wieków wykorzystywano do krycia dachów, układano z nich drogi, później zaczęto nimi wykładać także fasady budynków. Przybierają różne kolory i mają piękny połysk. Dla podkreślenia ich unikatowości i miejsca pochodzenia greccy geolodzy nadali tej skale wiele mówiącą nazwę „ikaritis”.

W ikaryjskich marmurach występuje też sporo jaskiń, niektóre z nich mają piękną szatę naciekową, ale nie są to obiekty udostępnione dla zwykłego turysty i zdecydowanie odradzam wszelkie próby eksplorowania ich na własną rękę.

Wschodnia Ikaria przyciąga głównie kuracjuszy, korzystających z tamtejszych gorących źródeł, które także uznać należy za swoistą atrakcję geologiczną. Lecznicze właściwości tych wód były znane już w starożytności. Współczesna miejscowość uzdrowiskowa o wiele mówiącej nazwie Therma zlokalizowana jest jednak obok miejsca, w którym do przełomu III i II w. p.n.e. położona była jej antyczna poprzedniczka. I tu znowu musimy odwołać się do budowy geologicznej. Jaka siła zniszczyła tę dawną miejscowość, skoro jej pozostałości znajdują się dziś pod wodą, a aktywność sejsmiczna Ikarii wielka nie jest? Otóż było to potężne osuwisko, którego nisza widoczna jest do dziś (w górnej części zdjęcia zamieszczonego poniżej).

Fot. Irena Argiro Tsermegas

Żeby nikogo nie zanudzić, wspomnę może o jeszcze dwóch ciekawostkach geologicznych, które spotkamy na południowo-wschodnich wybrzeżach wyspy. Są to świadczące o podnoszeniu lądu piaskowce i zlepieńce utworzone z osadów plażowych (tzw. formy „beachrock” – na zdjęciu przykład z miejscowości Faros) oraz podniesione i ścięte przez abrazję stożki plejstoceńskich rzek, tworzące dziś kilka tarasów morskich.

Fot. Irena Argiro Tsermegas

T.K.: Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Dr hab. Irena Argiro Tsermegas jest pracownikiem Zakładu Geomorfologii Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na współczesnych procesach modelujących krajobraz, przy czym obszarem, na którym prowadziła najwięcej badań, jest właśnie Grecja. Nie powinno to dziwić, zważywszy na jej greckie korzenie. Przemian rzeźby tego kraju dotyczyła zarówno jej praca magisterska, jak i doktorska, a także jej rozprawa habilitacyjna. Badania w Grecji prowadziła m.in. w ramach kilku stypendiów naukowych, jak również w ramach długoletniej współpracy z Wydziałem Geologii i Geośrodowiska Narodowego Uniwersytetu Ateńskiego. Kilkukrotnie prowadziła też na terenie Grecji warsztaty geomorfologiczne i ogólnogeograficzne dla przedstawicieli różnych polskich uczelni, organizowane przez Stowarzyszenie Geomorfologów Polskich i Polskie Towarzystwo Geograficzne.

Irena Argiro Tsermegas: Na zdjęciu służę jako skala porównawcza – stoję na tle muru suchego podtrzymującego jeden z tarasów rolnych w ikaryjskiej miejscowości Vrakades.

Foto: Irena Argiro Tsermegas i Tomasz Kozłowski podczas niegdysiejszego spotkania na Ikarii 🙂

Tomasz Kozłowski – autor bloga „Greckimi Drogami” (zachęcam również do polubienia profilu bloga na Facebooku), popularyzator kultury i przyrody Grecji, podróżnik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *